Zanzibar - Tydzień na rajskiej wyspie

Aktualizacja: 23 kwi 2019

Ucieczka zimą do krajów tropikalnych to najlepszy pomysł na jaki wpadliśmy już rok temu! Wybraliśmy wtedy wycieczkę do Omanu z biurem podróży ITAKA i po powrocie wzięliśmy udział w konkursie Itaki na najlepsze selfie z podróży. Dobrze wiecie jak uwielbiamy robić zdjęcia podczas naszych wyjazdów dlatego długo się nie zastanawialiśmy i wysłaliśmy selfie które zrobiliśmy wlaśnie w Omanie ;) W dużym skrócie - wygraliśmy drugie miejsce w tym konkursie a nagrodą był bon o wartości 5000 zł który mogliśmy przeznaczyć na nasza kolejna podróż! Idealnie!

Polowaliśmy na nowy kierunek który otworzyła Itaka - Madagaskar ale niestety oferty na Nosy Be są tylko od czerwca do początku stycznia, dlatego nie załapaliśmy się na tę ofertę. Jak widać nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, w końcu Zanzibar to również Afryka ;)



HOTEL KIWENGWA BEACH RESORT

Przeglądając oferty ITAKI najbardziej spodobał nam się hotel Kiwengwa Beach Resort. Przed wyjazdem czytaliśmy mnóstwo opinii o tym hotelu, większość bardzo go chwaliła i polecali aby dopłacić na miejscu za pokój z widokiem na ocean oraz z jacuzzi. Przylecieliśmy na wyspę ok 22.00, droga z lotniska do hotelu trwała ok. godziny więc jak tylko dotarliśmy na miejsce to było już ciemno a my byliśmy zmęczeni po całej podróży, dlatego jak zapytałam o pokój z tymi wszystkimi przywilejami i go nie dostałam to nie miałam siły już żeby walczyć z panem na recepcji i zamieniać ten pokój, który zresztą okazał się najlepszą oazą w tym całym obiekcie ;) Kiedy rano obudziliśmy się i odsłoniliśmy zasłony naszym oczom ukazała się mała dżungla! Mieliśmy najpiękniejszy widok z balkonu - Pan zapewniał mnie, że będziemy zadowoleni i się nie mylił ;) Okazało się później, że jakuzzi jest również dostępne za darmo na terenie hotelu przy barze na plaży i skorzystaliśmy z niego tylko raz bo akurat zaszło słońce. Nie zauważyliśmy żeby goście zbytnio korzystali z jakuzzi które mieli przy wejściu do domku, jest to fajny bajer na chwilę bo umówmy się - jakuzzi w 30 stopniowym upale to lekka przesada ;) Hotel tak jak prezentował się na zdjęciach tak wyglądał na żywo a nawet lepiej, bardzo kameralny bez tłumów i masówki w fajnym Zanzibarskim stylu ale klimat tego miejsca zdecydowanie tworzyła cała obsługa, która była zawsze uśmiechnięta, pomocna i bardzo miła. Codziennie wszyscy witali nas słynnym zwrotem "JAMBO" co znaczy "cześć" oraz znanym z bajki powiedzonkiem "HAKUNA MATATA" czyli "nic się nie martw", "nie ma problemu". Na początku było to dla nas zabawne ale i urocze, okazało się, że znamy więcej słówek z języka Suahili takich jak "RAFIKI"czyli "przyjaciel" czy "SIMBA" co po polsku znaczy po prostu "lew". Bajka Disneya sprawiła, że te wszystkie słówka są nam bardzo dobrze znane i dzięki temu udzielił nam się ten afrykański klimat już od pierwszego dnia! Jedzenie było bardzo smaczne i różnorodne, kuchnia afrykańska, włoska, orientalna. Moim faworytem były oczywiście owoce, którymi zajadałam się codziennie w dużych ilościach! Kokos, ananas, arbuz, jack fruit, mango, marakuja!! Achh.. wszystko takie świeże!! Jeśli ktoś lubi owoce morza to również będzie usatysfakcjonowany hotelowym menu aczkolwiek polecam spróbować również owoców morza poza hotelem;) Jeżeli mielibyśmy się do czegoś przyczepić to jedynym minusem hotelu były animacje. Byliśmy już wcześniej w hotelach na świecie gdzie animatorzy byli mocną stroną atrakcji które oferuje hotel. Tutaj jednak wieczorne występy pozostawiały wiele do życzenia, ekipa animatorów pochodziła głownie z Włoch, playlista przy basenie składała się głownie z włoskich hitów, które psuły afrykański klimat. Wiadomo, że pewnie jesteśmy troszkę zboczeni zawodowo i mamy większe wymagania niż normalny człowiek, ale inni ludzie również mieli takie odczucia. Jedynym ciekawym wydarzeniem było Show Masajów, którzy słyną z tradycyjnego tańca, który polega na śpiewie i charakterystycznych skokach.



Hotel jest świetnie usytuowany, leży nad samym oceanem ale trzeba wziąć po uwagę to, że przy wschodnim wybrzeży wyspy są duże przypływy i odpływy oceanu sięgające nawet dwa kilometry! W zależności od faz księżyca czym bliżej do pełni tym pływy są większe i rzeczywiście mogliśmy zaobserwować to imponujące zjawisko natury! Niesamowite jest to, każdego dnia pływy są o różnych godzinach więc nie możemy założyć, że jeśli jednego dnia wstaniemy na wschód księżyca i będzie przypływ to drugiego dnia o tej samej porze może nas zastać odpływ! Jest do tego specjalna aplikacja TIDES, dzięki której możemy sprawdzić godzinę pływów na wyspie. Często ludzie jadą na Zanzibar i są wielce zaskoczeni wyglądem plaży podczas odpływu. Ocean "wywala" na wierzch muszle, rozgwiazdy i części rafy koralowej. Osobiście uważam, że te pływy są spektakularne co zresztą możecie zobaczyć na zdjęciach ;)


KLIMAT NA WYSPIE

Zanzibar zachwyca plażą - bialutki i miękki piasek, bajecznie turkusowa woda i niewiarygodnie ciepła! Ponoć ocean indyjski jest najcieplejszym oceanem na świecie, Potwierdzone info! WODA JAK ZUPA;) To co mnie również zachwyciło na Zanzibarze to bujna, gęsta roślinność!! Tropikalny klimat zdecydowanie służy zieleni, na terenie hotelu czułam się jak w palmiarni! Jeszcze nigdy nie byłam w takim tropikalnym miejscu więc nie wiedziałam jakich zwierząt się spodziewać. Jaszczurki biegające po ścianach czy małe krabiki wychodzące z piasku to norma ale pierwszego dnia kiedy przyjechaliśmy w nocy do hotelu i widoczność była nieco ograniczona przed nami przebiegło jakieś zwierzątko z długim ogonem co wyglądało jak szczur!! Nie znałam siebie z takiej strony ale myślałam, że z przerażenia wskoczę na palmę i tam już zostanę :) Okazało się,że to było zwierzątko nocne Galago, wyróżniają się błyszczącymi oczami i ponoć wydaje dźwięki przypominające płacz niemowlęcia dlatego miejscowi nazywają je dziećmi z buszu - nigdy później już go nie spotkaliśmy :) Jeśli chodzi o inne zwierzęta żyjące na Zanzibarze to obecnie można spotkać żółwie, które są na Prison Island, małpki gerezy trójbarwne w Parku Narodowym Jozani Chwaka Bay oraz różne gatunki ptaków, nietoperze, gekony, żaby i kameleony. Generalnie nie trzeba się obawiać, że wejdzie do naszego pokoju jakaś tarantula ;) W każdym pokoju są moskitiery, które zbytnio się nie przydały ponieważ komarów prawie w ogóle nie było.



ZANZIBAR W PIGUŁCE Z LAURĄ

Zanim jeszcze pojechaliśmy na Zanzibar zrobiliśmy mały research co warto zobaczyć na wyspie. Znaleźliśmy polkę Laurę, która mieszka na Zanzibarze i organizuje wycieczki fakultatywne po polsku. Postanowiliśmy od razu zapisać się na jedną z wycieczek i od razu za nią zapłacić żeby nie wieźć aż tyle gotówki ze sobą. Dostaliśmy od razu informacje zwrotną z cennymi wskazówkami i finalnie poznaliśmy Laurę osobiście na wyspie. W programie wycieczki była wizyta na plantacji przypraw, rejs na Prison Island oraz spacer uliczkami Stone Town.


PLANTACJA PRZYPRAW

Mówi się, że Zanzibar jest wyspą przypraw dlatego grzechem byłoby nie odwiedzić takiej typowej farmy. Rzeczywiście było to niezapomniane wrażenie, mogliśmy zobaczyć jak rośnie między innymi pieprz, imbir, kurkuma, kardamon, gałka muszkatołowa. Nie zapomnę również wspaniałego zapachu goździków, cynamonu czy zerwanej świeżo trawy cytrynowej. Po plantacji oprowadzał nas zanzibarski przewodnik, który świetnie mówił po polsku co było dodatkową atrakcją! Spacer trwał około 1,5 godziny, porobiliśmy masę zdjęć z naszymi upominkami, które dostaliśmy od chłopaków z farmy. Zaplatali z liści piękne ozdoby i biżuterie. Na deser czekała nas jeszcze degustacja różnych owoców. To tutaj pierwszy raz zjadłam chlebowca tak zwanego Jack Fruit'a, który w smaku przypomina gumę balonową.



Drugim punktem wycieczki była wyspa PRISON ISLAND czyli Wyspa Więzienna, przez miejscowych zwana także jako Changii Island, oddalona jest o jakieś 20 minut drogi łodzią od portu w Stone Town. Największą atrakcją na tej wyspie są kilkusetnieletnie ogromne żółwie Aldabry sprowadzone z Seszeli na początku XX wieku. Na miejsce dopływamy małą łódeczką, fale tego dnia nas nie oszczędzały dlatego ta podróż trwała nieco dłużej niż normalnie bo ok 50 minut. Na miejscu czekały na nas żółwie olbrzymy, każdy z nich miał na skorupie napisaną jakąś liczbę, która oznacza ilość przeżytych lat. Najstarsze mają nawet ponad 200! Mogliśmy je karmić sałatą a nawet głaskać!! Najbardziej lubią smyranie po szyi !! Byliśmy nawet świadkami kopulacji dwóch żółwi!! Ta wycieczka była naprawdę ekscytującym przeżyciem :) Nasz ostatni przystanek to STONE TOWN.





Stone Town czyli kamienne miasto - Znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Nie wiem czy wiecie ale to właśnie tutaj urodził się Farrokh Pulsara, wokalista zespołu Queen znany na całym świecie jako Freddie Merkury. Laura oprowadziła nas po najważniejszych punkach w miasteczku ale zdecydowanie warto się tam samemu zgubić w wąskich uliczkach i zakamarkach. Był czas na zwiedzanie, na zakupy oraz na lunch który zjedliśmy w poleconej przez Laurę restauracji. Na koniec odwiedziliśmy słynne miejsce spotkań Zanzibarczyków - Ogrody Forodhani. Co wieczór przed zmierzchem rozkładają się tam stragany z jedzeniem typu street food. Każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie od owoców morza po szaszłyki, placki i pierożki. Laura zabrała nas na sok wyciskany z trzciny cukrowej, doprawionego limonką i świeżym imbirem. Ależ to było pyszne! Idealny napój orzeźwiający, dodalibyśmy do niego tylko troszkę rumu :D






Czas trwania wycieczki - Cały dzień, od 9.30 - 19.00

Koszt za osobę- 65$ (cena nie zawiera lunchu)

W cene wliczona degustacja owoców oraz sok z trzciny cukrowej


MNEMBA ISLAND

Pierwszego dnia poznaliśmy na plaży Marcinka, który jest Zanzibarczykiem ale nie podaje jego prawdziwego imienia ponieważ jest zbyt skomplikowane dla europejczyków. Dlatego dla ułatwienia przyjął imię Marcin, które mu kiedyś nadali Polacy ;) Generalnie na Zanzibarze jest mnóstwo sklepików z pamiątkami o nazwach: Biedronka, Carrefour, H&M, Tesco, Dolce & Gabbana itp. Dzięki temu turyści bez problemu mogą trafić do swojego ulubionego sklepu. Brawo za kreatywność! Wracając do Marcinka, byliśmy totalnie w szoku kiedy Marcinek zaczął mówić do nas po polsku!! Tak, okazuje się, że na Zanzibar przyjeżdża w sezonie tylu polaków, że tubylcy zaczynają szybko uczyć się naszego języka.

Trzeba przyznać, że Zanzibarczycy mają bardzo atrakcyjne oferty wycieczek, dlatego pamiętajcie aby nie przepłacać i broń Boże nie kupować wycieczek w hotelu ponieważ są dwa razy droższe!! Dla porównania- SAFARI BLUE w hotelu kosztowało 100$ a z Marcinkiem zapłacilibyście 40$. Marcin wybił nam z głowy Safari Blue ponieważ codziennie jest tam masa turystów i niestety cały urok tego miejsca jest zabijany przez te tłumy, zaproponował wycieczkę na wsypę Mnemba, a my w ciemno mu uwierzyliśmy i wykupiliśmy tę wycieczkę razem z pięcioma osobami z naszego hotelu. Łącznie byliśmy w siedem osób i to zdecydowanie jest komfort! Można też poprosić Marcinka o indywidualne wycieczki, naprawdę dla niego nie ma żadnego problemu - jak to sam mówi Hakuna Matata :) Dojeżdżamy busikiem na północ wyspy aby stamtąd wsiąść na łódkę w stronę wyspy Mnemba. Według Marcina, Mnemba to asolutnie najlepsze miejsce na Zanzibarze, zarówno do snorkelingu, jak i nurkowania. Ja jeszcze nigdy w życiu nie snurkowałam, więc nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Mnemba to mała prywatna wysepka, na której mieści się luksusowy ośrodek składający się tylko z 10 domów (tzw. bandas) uważany jest za jedno z najbardziej romantycznych miejsc na wschodnim wybrzeżu Afryki. Nikt inny poza gośćmi o obsługą nie może przebywać na tej wyspie, te osoby które przypływają na snorkeling i nurkowanie mogą jedynie podpłynąć na cypel aby wyjść porobić sobie zdjęcia i poleżeć na białym piaseczku. To miejsce to prawdziwy raj na ziemi i polecam to miejsce każdemu kto wybiera się na Zanzibar! Po podwodnych atrakcjach wróciliśmy na ląd gdzie czekał na nas lunch zorganizowany w przepięknych okolicznościach przyrody, był to mały schron przed słońcem na wydmach plaży. Czekały na nas pyszne grillowane owoce morza, ryż, coca-cola w oldschoolowej podłużnej butelce ;) Takiej wycieczki z biura podróży z pewnością nie uraczycie! Cudowne było również to, że rzeczywiście podczas całej tej wycieczki nie spotkaliśmy prawie w ogóle turystów! Poza nami przypłynęła na tę wysepkę jeszcze jedna łódeczka jak już odpływaliśmy! Mnemba to zdecydowanie najbardziej magiczne miejsce jakie do tej pory widziałam!



Czas trwania wycieczki: Bez ograniczeń :) To uczestnicy wycieczki ustalają ile chcą być w tym miejscu. Marcinek jest bardzo elastyczny i przeznacza dla turystów cały dzień.

Koszt za osobę: 40$ (w cenę wliczony jest lunch)



SNORKELING NA WYCIĄGNIĘCIE RĘKI

Dla osób, które nie chcą za bardzo nigdzie wyjeżdżać na wycieczki ani ruszać się zbytnio z hotelu, rejon Kiwengwa oferuje swoją największą atrakcję, czyli rafę koralową. Naprawdę warto wybrać się lokalną łódeczką za 20 $ nawet na godzinkę aby ponurkować zobaczyć przepiękne rozgwiazdy i kolorowe rybki ;) Czas trwania tej atrakcji zależy od was. Plusem jest to, że nie trzeba nigdzie jechać, wystarczy złapać beach boya na plaży i zapytać czy jest opcja na taki mały rejsik ;)




KOLACJA W THE ROCK RESTAURANT

Będąc na Zanzibarze koniecznie trzeba zaliczyć wizytę w słynnej restauracji The Rock. Jak sama nazwa wskazuje restauracja ta mieści się na skale, w białej niepozornej chatce która

mieści tylko 14 miejsc więc obowiązkowo trzeba zrobić wcześniej rezerwacje online.

Restauracja jest oddalona parę metrów od brzegu i w czasie odpływu bez problemu dojdziemy do niej na piechotę, trzeba mieć to na uwadze dlatego, że jeśli tylko nadejdzie przypływ to dostanie się do środka możliwe jest tylko za pomocą łódki. My mieliśmy zarezerwowaną kolację na godz. 17.00, na miejscu byliśmy o godzinę wcześniej aby móc podziwiać zachód słońca z tarasu i zdążyć podejść na piechotę do restauracji. Załapaliśmy ostatni moment na to aby dojść tam o własnych nogach ponieważ okazało się, że przypływ już podlał nieco naszą dróżkę. Na szczęście udało się!! The Rock przyciąga turystów nie tylko pięknym krajobrazem ale również wyśmienitą kuchnią! My wybraliśmy specjalność szefa kuchni- talerz owoców morza. Wszystko było świeże i pyszne! Kolacja nie należała do najtańszych ale zdecydowanie warto wybrać się tutaj aby poczuć prawdziwe smaki kuchni śródziemnomorskiej. To miejsce jest wręcz idealne na romantyczną kolację we dwoje, więc jeśli chcecie poczuć się wyjątkowo i magicznie to musicie tu przyjechać :)

Po kolacji musieliśmy wrócić łódeczką, która jest podstawiona pod restauracje i dosłownie w minutę byliśmy już z powrotem na brzegu! Z hotelu Kiwengwa Beach Resort dojechaliśmy tam busem razem z Marcinkiem, który również poczekał aż zjemy i po kolacji odwiózł nas do hotelu :)



POMOC DLA AFRYKI

Jeśli kiedyś będziecie się wybierać na Zanzibar albo do innego kraju gdzie panuje bieda, nie zapomnijcie zabrać ze sobą trochę drobnych rzeczy dla ludzi żyjących tam.

To, co wydaje nam się normalne bo jest dostępne na każdym kroku w naszym kraju, tam jest na wagę złota. My mieliśmy tym razem dość ograniczony bagaż więc nie mogliśmy wziąć dużo ale zdecydowaliśmy, że zakupimy przybory szkolne dla dzieci, które chcieliśmy podarować w jednej z wiosek, gdzie mieści się szkoła. Nie dotarliśmy finalnie do niej ale zauważyliśmy, że każdego dnia dzieci wracają plażą ze szkoły do domów.

Postanowiliśmy więc, że damy to wszystko właśnie im. . !!WAŻNA INFORMACJA!! . Jeżeli chcecie coś podarować dzieciakom, MUSICIE to dać dorosłemu lokalnemu, żeby to porozdzielał między dzieci. My w przypływie euforii (bo dzieciaki do nas biegły radośnie) ZAPOMNIELIŚMY o tym, no i przez chwilę była mała szarpanina. Na szczęście niedaleko nas był jeden z Zanzibarczyków, który szybko zareagował i dzieci się uspokoiły. :::::: Jeśli chodzi o pomoc dla lokalnych, pamiętajcie, że nie tylko dzieci potrzebują naszej pomocy. Dorośli na miejscu pytają o mydełka, szampony do włosów, ciuchy, buty itp.

Jeśli nie chcecie zostawiać im np. swoich kosmetyków, możecie każdego dnia odkładać kosmetyki hotelowe, które każdego dnia są przecież uzupełniane. Trochę się tego nazbiera i pod koniec wyjazdu będziemy mieli całą reklamówkę podstawowych kosmetyków dla naszych lokalnych Przyjaciół. ::::: Pamiętajmy o tym, wyjężdżając na nasze wymarzone wakacje „do raju”, że ten raj to tak naprawdę miejsce nazwane z naszej perspektywy. Piękne hotele, wyśmienite jedzenie, alkohol, zabawa, często obżarstwo (nakładanie piramid jedzenia na talerz i zostawianie połowy z tego. Dla mieszkańców życie nie jest takie łaskawe i wątpię, żeby nazywali je rajem. Dlatego starajmy się pomimo wakacyjnego ducha poświęcić choć odrobinę miejsca w naszej głowie na to by pomagać tym, którzy tego potrzebują.




Jeszcze tam wrócimy! Hakuna Matata!


© 2023 by Actor & Model. Proudly created with Wix.com