Marrakesz - Zachwyca czy Szokuje?

Aktualizacja: 9 gru 2018

Tutaj zaczyna się cała przygoda! Marrakesz - nasz pierwszy przystanek w Maroko. Odbieramy nasze autko z lotniska w Agadirze i kierujemy się na zachód, przed nami 260 kilometrów. Google maps prowadzi nas niby najkrótsza drogą do autostrady, lecz nie wyglądało to na skrót. Jedziemy przez afrykańskie wioski gdzie tubylcy mieszkają w domach z kartonów, przerażająca bieda, obraz nadchodzącej apokalipsy lecz mimo to ludzie na widok nadjeżdżającego samochodu wesoło machają nam na powitanie, wszyscy uśmiechnieci i zadowoleni, jakby ta bieda w ogóle ich nie przytłaczała. To było nasze pierwsze zderzenie z tym krajem, później bylo coraz ciekawiej. Po drodze mijaliśmy co chwila policję, nie zdziwiło to nas ponieważ przed wylotem dowiedzieliśmy się że mandaty sypią się tam gęsto ;) Zasada na drodze jest prosta - trzeba jeździc przepisowo! Jeśli jest znak 60km/h to dokladnie tylko trzeba jechać. Droga do Marrakeszu była druga i nudna bez żadnych zjawiskowych widoków. Za to wjazd do samego Marrakeszu to dopiero jazda bez trzymanki!! Na to totalnie nie byliśmy gotowi! Brak linii oddzielających pasy ruchu nie mówiąc już o pasach dla pieszych, motory przemieszczające się pomiędzy autami z prędkością światła, do tego wszystkiego dzieci wybiegające na ulice, pan na skrzyżowaniu z taczką i papierosem w ustach, w tle słychać cały czas klaksony i gwar dobiegający z medyny. Totalny chaos w który trzeba się wkleić żeby przetrwać. Istna dżungla! Naszym celem był parking w samym centrum medyny, nie mieliśmy żadnego adresu ponieważ nie ma czegoś takiego w Marrakeszu jak nazwa ulicy. Wjeżdżamy więc niepewnie na rynek i od razu znalazła się grupka młodych chłopaczków którzy zapytali czy chcemy na parking jechać. Oczywiście przytaknęliśmy i pokierowali nas w stronę "mini parkingu" na którym było gdzieś z 20 samochodów i ewidentnie nie było już dla nas miejsca. Tomek jest świetnym kierowcą i mistrzowsko parkuje auto więc jeśli on powiedział, że absolutnie nie zmieścimy się w miejsce pomiędzy jakąś starą szafką a motorem to znaczyło, że naprawdę  się nie zmieścimy! Jednak stary Marokańczyk ochoczo wskazywał nam to miejsce do zaparkowania. Szczerze nie wierzyłam, że zmieścimy się tam i jeszcze wyjdziemy z auta, nie wiem jak to się stało, ale z pomocą 3 osób które kierowały Tomka to do przodu to do tyłu.. wszytko na dosłownie centymetry - Zaparkowaliśmy idealnie i jeszcze mogłam wysiąść co prawda troszkę przeciskając się ale podsumowując.. to było niewiarygodne!!! Byliśmy naprawdę w wielkim szoku, który trwał jeszcze przez dłuuugi czas. Marokańczyk zaczął mówić coś do nas po arabsku potem po francusku lecz my na te słowa robiliśmy coraz większe oczy. Nagle pojawił się młody chłopaczek który wskazał nam drogę na parking, on jako jedyny znał angielski więc przetłumaczył nam, że musimy oddać kluczyk i zapłacić 150 dirhamów za 3 dni. Zapanowała wielka konsternacja ponieważ Ci ludzie nie wzbudzali aż takiego zaufania, że spokojnie moglibyśmy oddać im klucz do wynajętego samochodu i to jeszcze bez żadnego paragonu ani kwitka. Nie było czasu do namysłu; oddaliśmy klucze i podaliśmy adres naszego riadu chłopaczkom, którzy powiedzieli, że nas zaprowadzą i wezmą nasze bagaże. Poddaliśmy się ponieważ i tak nie wiedzielibyśmy jak dojść tym labiryntem do naszego marokańskiego domu. Szliśmy krętymi uliczkami, śmialiśmy się z całej sytuacji, poznaliśmy Maroko totalnie z innej strony. Teraz wiem, że gdybyśmy wybrali luksusowy hotel na obrzeżach Marrakeszu to sporo by nas ominęło. Nasz Riad czyli typowy dom marokański mieścił się w sercu medyny. Gdy dotarliśmy na miejsce chłopaczki oczywiście od razu wyciągnęli rękę po zapłatę za pomoc z bagażami. Wyciągnęłam swój portfelik i szybko przeliczając dirhamy na euro dałam im 50 dirhamów czyli ok 5 euro. Cwaniaczki chcieli 50 dirhamów za osobę a było ich trzech!! W tym idealnym momencie wyszedł nasz gospodarz i pogonił całe towarzystwo. Gdy weszliśmy na patio riadu poczuliśmy się jak w raju!! Pamiętam to jak dziś!! Piękna roślinność, śpiewające ptaki, koty pomiędzy nogami. Na przywitanie dostaliśmy Atai - przepyszną herbatę zieloną z mięta i dużą ilością cukru - ten napar był hitem wyjazdu!

Nasi gospodarze czyli Julien i Fancoise przeprowadzili się do Marrakeszu 5 lat temu, prowadzą sklep z odzieżą oraz wynajmują pokoje w swoim riadzie w którym również mieszkają. Może przybliżę wam jak wygląda taki riad.

Riad czyli typowy dom marokański charakteryzuje się kwadratowym lub prostokątnym niezadaszonym wnętrzem. Riady zostały zaaranżowane na pensjonaty i bed & breakfast, dlatego aktualnie jest mnóstwo ofert noclegów które możemy zarezerwować przez booking lub airbnb. Na parterze są pokoje gościnne oraz znajduje się patio z fontanną lub z basenem gdzie można się zrelaksować lub zjeść jakiś posiłek. Riad najczęściej składa się z kilku pięter, posiada duży taras (w ofercie nawet znajdziecie jacuzzi na tarasie) oraz hammam (łaźnia parowa) .We wszystkich pokojach jest prywatna łazienka. W naszym riadzie były tylko 2 pokoje na parterze oraz jeden pokój na przepięknym tarasie w którym nocowaliśmy. Opcja riadu jest o tyle fantastyczna, że możecie cieszyć się kameralną atmosferą, jest bardzo swobodnie i przytulnie. Idealne miejsce dla par! Wieczorami było naprawdę magicznie i romantycznie na tarasie który mieliśmy tylko dla siebie! Zobaczcie tylko jaka miejscówka !


RIAD DAR KLETA


Nasz prywatny taras






PATIO Z FONTANNĄ I BUJNĄ ROŚLINNOŚCIĄ


Po krótkiej drzemce i odpoczynku po podróży, wyruszyliśmy w medynę. Dostaliśmy od gospodarza mapkę oraz cenne wskazówki. Między innymi zdradził nam jak w łatwy sposób wrócić z powrotem do riadu, musieliśmy zapamiętać charakterystyczne punkty w okolicy jak np. kosz na śmieci, sklep z dywanami czy pan z owocami. Gdy tylko wyszliśmy, od razu zgubiliśmy się w wąskich uliczkach. Trafiliśmy akurat na święto pracy które wypada 1 maja i był taki tłok, że ciężko było się poruszać pomiędzy straganami nie mówiąc już o motorach, którym w ogóle nie przeszkadzali spacerujący ludzie. Mam wrażenie, że panuje tam hierarchia - Najpierw motor, później człowiek, ponieważ gdy tylko ktoś usłyszy zbliżający się motor albo go zobaczy to natychmiast przesuwa się pod ścianę aby zrobić mu miejsce. Szukając placu Jemaa El Fna (dżami al-Fana) zostaliśmy zaczepieni przez co najmniej dziesięciu tubylców, którzy głownie oferowali nam haszysz oraz chcieli nas wskazać drogę oczywiście nie za darmo - czyli naciągacze ;)

Byliśmy już bardzo głodni i trafiliśmy do restauracji Cafe Chez ZaZa, wybraliśmy taras z widokiem na medynę. Zamówiliśmy specjały kuchni marokańskiej :

* Atai - herbatę zieloną z miętą i cukrem),

* Harira - zupa na bazie baraniny z soczewicą, ciecierzycą i pomidorami, doprawioną cebulą czosnkiem, ziolami i przyprawami; Może być również gotowana bez mięsa, wtedy nosi nazwę Marakszijja

oraz najpopularniejsza i najważniejsza pozycja kulinarna wybierana w każdym możliwym miejscu :

*Tadżin - danie składające się z duszonych warzyw i mięsa, najczęściej jagnięciny, z dodatkiem ciecierzycy lub kuskusu, przyprawione aromatycznymi przyprawami. Podawany w glinianym naczyniu w którym się gotował. Tadżin jest serwowany naprawdę w przeróżnych postaciach dlatego warto próbować go wszędzie!

W tej restauracji wybraliśmy Tadżin z warzywami i był pyszny! Ale hitowy Tadżin zjedliśmy dopiero po 4 dniach w Marrakeszu:) Ale..O tym pożniej!


ZUPA HARIRA


WARZYWNY TADŻIN



TAKI PIĘKNY ZACHÓD PODZIWIALIŚMY Z TARASU RESTAURACJI


Następnego dnia smacznie jeszcze śpiąc obudził nas o świcie głos muezina, który nawoływał do modlitwy muzułmańskiej która się nazywa Adahan. Głos dobiegał z głośników najbliższego meczetu ale również w oddali było słychać innych muezinów. Gospodarz ostrzegł nas, że może nas to wybudzić ale żebyśmy się nie przejmowali ponieważ już na drugi dzień nawet nie zareagujemy:) Musze przyznać, że było to bardzo mistyczne doświadczenie. W ciągu dnia widzieliśmy jak muzułmanie masowo biegną do meczetów na modlitwę.

Dla ciekawostki czas pięciu obowiązkowych Modlitw jest ustalony według danej pozycji słońca: Fażyr- Czas modlitwy porannej rozpoczyna się o świcie i kończy tuż przed wschodem słońca. Zuhur – Czas modlitwy środowej rozpoczyna się kiedy słońce przekroczy zeniti zaczyna opadać. Asr – modlitwa popołudniowa Maghrib – Czas modlitwy Maghrib rozpoczyna się natychmiast po zachodzie słońca i trawa aż do zmierzchu. Isza – czas modlitwy Isza – wieczornej rozpoczyna się kiedy zmierzch zniknie w ciemnościach nocy. Okres ten trwa aż do północy.


Plan zwiedzania Marrakeszu był taki następujący:

*Muzeum Yves Saint Laurent

*Ogrody Majorelle

*Pałac El-Bahia

* Pałac-El Badi

*Grobowce Sadytów


Francois doradził nam żebyśmy z placu Jemaa el-fna wzięli taksówkę do Muzeum Yves Saint Laurent i w pierwszej kolejności zwiedzili muzeum a później Ogrody Majorelle ponieważ są obok siebie oraz większość ludzi nie wie o tym, że w Muzeum można kupić bilet łączony z Ogrodami. Rzeczywiście był to dobry pomysł bo kolejka do słynnych ogrodów była kolosalna więc ucieszyliśmy się, że przechytrzyliśmy system. Niestety nie uwzględniliśmy jednej rzeczy - UWAGA!!! MUZEUM YVES SAINT LAURENT JEST ZAMKNIĘTE W ŚRODĘ! Wróciliśmy się do kolejki przy Ogrodach i staliśmy ok. godzinę na wejście - proponuję wziąć ze sobą jakąś wodę bo stoi się w upale. Wejście kosztuje 40 Dirhamów na osobę czyli dokładnie 3,64 euro! Wrażenia po wejściu do środka - Niesamowite!! To prawdziwa oaza zieleni w sercu jednego z największych miast Maroka! Założycielem ogrodów był francuski malarz Jacques Majorell lecz później stal się własnością sławnego francuskiego projektanta mody Yves Saint-Laurent, który zakochał się w tym miejscu podczas swojej pierwszej wizyty w Marrakeszu. Odkupił dom i ogród, uratował od degradacji i nawet zamieszkał tam. Laurent przebywał w Marrakeszu dwukrotnie każdego roku (1 czerwca i 1 grudnia), wtedy przez czternaście dni pracował nad kolejną kolekcją. Obecnie w tym pięknym miejscu znajdziemy około 300 różnych gatunków roślin. Znajduje się tutaj zbiór kilkudziesięciu gatunków kaktusów i tyleż samo drzew klimatu Afryki Subsaharyjskiej i Sahelu.

Zwiedzanie Ogrodów zajęło nam ok 3 godzin, napstrykałam setki zdjęć a i tak żadne w pełni nie odzwierciedla tego jak tam jest cudnie. Zobaczcie sami:


Zamieszczam dla was jeszcze dodatkowo mapkę Ogrodów


Pałac El-Bahia

Kolejnym naszym punktem zwiedzania był Pałac El- Bahia zwanym również Pałacem Sułtańskim. Jest to jedna z najpiękniejszych architektonicznych perełek Maroka. Pałac został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Ponoć rezydencja jest również własnością Królewską. Muhammad VI przyjeżdza tu zimą ze swoją całą rodziną.

Pałac z zewnątrz wygląda niepozornie, zresztą również jak Ogrody Majorelle czy też Riady, które zachwycają wnętrzami dopiero po wejściu do środka.




Pałac El-Badi

Jeśli wybierzecie się do tego miejsca po Pałacu El- Bahia to niestety możecie się zawieźć tym co zobaczycie. Ponoć był tu kiedyś pałac pokryty białym marmurem i uchodził za najwspanialszą rezydencje na świecie!! Z pałacu nie wiele pozostało, to co zastaliśmy wewnątrz to basen na dziedzińcu oraz mury obronne. Największą atrakcją były małe kotki bawiące się przy ławeczce na której przycupnęliśmy aby nabrać sił na dalsze zwiedzanie ;)




Grobowce Saadytów

Kolejny obowiązkowy punkt zwiedzania (według przewodnika) w Marrakeszu to Grobowce Saadytów. Powiem szczerze, że zupełnie inaczej sobie wyobrażałam te grobowce, pewnie dlatego ze w europie przypominają one pomniki, nieco inaczej jest w krajach arabskich tutaj zastaliśmy minimalistyczną i wersję grobowców oraz piękne płyty nagrobkowe pokryte kolorową mozaiką.




Mała Cassablanca w Marrakeszu

Po dość intensywnym zwiedzaniu marzyliśmy o tym aby usiąść gdzieś w jakimś zacisznym miejscu i napić się jakiegoś drineczka albo chociaż zimnego piwka. Chwilę potem uświadomiliśmy sobie, że nie tak łatwo znaleźć alkohol w kraju arabskim.. ale na szczęście wcześniej zrobiłam research i szybko odszukaliśmy restauracje La Salama która mieściła się przy głównym placu Dżami al-fana. Już od pierwszego wejścia pachnie luksusem, kelnerzy witają już w progu i zapraszają na drinka. To miejsce jest jak sceneria z kultowego filmu Casablanca. Gdy tylko weszliśmy na pierwsze piętro to zaczęliśmy robić zdjęcia, sam właściciel do nas wyszedł i zapytał czy robimy zdjęcia na instagram bo jeśli tak to super by było gdybyśmy oznaczyli jego restauracje ;) Wcale mnie to nie zdziwiło dlatego,że właśnie dzięki instagramowi znalazłam to miejsce.

Urzekła mnie bujna i obfita roślinność która zrobiła sufity oraz wszystkie detale które powodowały, że naprawdę czuliśmy się jak na planie filmu. Drinki mieli pyszne ale dosyć drogie. Marokańczycy wychodzą z założenia, że jeżeli turyści chcą pić alkohol to muszą za to odpowiednio zapłacić. Nie zamawialiśmy tam jedzenia ale w karcie widziałam, że mają kuchnie typowo marokańską, dodatkowo można było zamówić fajkę wodną.



Souk - Czas na Shopping!

Pewnie obiło wam się o uszy, że Marrakesz to raj zakupowy! Souki czyli arabskie targowiska oferują naprawdę wszystko!! Można kupić prawdziwe perełki, skórzane wyroby, torebki, buty, różnorodne przyprawy, przepiękną ceramikę, dywany, wyroby z wełny czy też jedwabiu. Sklepy z lampami to prawdziwa wystawa rękodzieła! Oczywiście dużo jest też tandetnych sklepików, które oferują misz-masz. Jak się wejdzie pierwszy raz na ten bazar to człowiek przepada tam na kilka godzin dosłownie. Wszystko jest ciekawe i wszystkiego chcemy dotknąć. Marokańczycy świetnie wyczuwają takiego "świeżaka" więc też trzeba uważać, żeby nie podniecać się każdą rzeczą która nam się spodoba. O targowaniu się pisałam już w poprzednim poście ale muszę wam powiedzieć ,że byliśmy świadkami jak Marokańczycy między sobą nawet się targowali, to jest tak mocno zakorzenione w ich kulturze. Niestety w Marrakeszu nie spotkacie się z cenami obok wystawionych produktów o każdą rzecz trzeba walczyć do ostatniego momentu. Ja wytargowałam dwie pary skórzanych trzewików z 400 euro na 50 euro i cieszyłam się z tego jak dziecko ponieważ później już nigdzie takich nie mogłam znaleźć no i cena była naprawdę kusząca! Natomiast mocno przepłaciliśmy za chustę, której nawet nie mieliśmy zamiaru kupić ale był wtedy piątek, my zaczęliśmy zakupy dosyć wcześnie rano a jeszcze souki nie były wszystkie otwarte. Jeden Marokańczyk wmówił nam, że dzisiaj nic prawie nie będzie otwarte ponieważ ich piątek jest dniem świętym dla muzułmanów... Aleeee zaprowadzi nas do otwartych sklepów i własnie jednym z nim był sklep z chustami. Daliśmy się tak wkręcić w wiązanie tych turbanów na głowie, że zaczęło nam się to podobać. Ja stwierdziłam, że Tomek koniecznie musi mieć taką chustę bo wygląda w niej jak prawdziwy Szejk :) Jechaliśmy na drugi dzień na pustynie więc postanowiłam, że zrobię mu prezent - Pan krzyknął 50 euro.. no i się zaczęły schody.. my na to, że to too much i że 20 euro to max ile możemy za to dać.. targowaliśmy się jeszcze chwilkę.. ale finalnie przystał na tych 20 euro co oczywiście było o 15 za dużo.

Teraz ta chusta ma wartość sentymentalną i pewnie do końca życia będziemy pamiętać jaka radość towarzyszyła nauce wiązania turbanu.. nawet zrobiliśmy filmik żeby nie zapomnieć!!

*Co warto przywieźć z Marrakeszu?

- Olejek Arganowy - jest jednym z najbardziej pożądanych olejów na wiecie nazywanym potocznie Złotem Maroka.

-Ceramika - piękne naczynia ręcznie robione, talerzyki, miseczki, warto się zaopatrzyć w coś takiego do domu.

- Tkaniny - Do wyboru, do koloru, każdy znajdzie coś dla siebie no i warto wspierać lokalny rynek;)

-Skórzane wybory - Jeśli ktoś lubuje się w takich wyrobach to jest to idealne miejsce na zakup pięknej ręcznie robionej torby, plecaka czy też bucików.

-Biżuterie - mnóstwo tego, ale warto przywieźć coś wyjątkowego co będzie przypominać o tym miejscu.

-Przyprawy -Ichniejsze mieszkanki przypraw to prawdziwe bomby aromatyczne! Idealny pomysł na prezent.





Warto zgubić się w tych krętych i wąskich uliczkach Marrakeszu. Tam nawet brak planu jest świetnym planem. Koniecznie przejdźcie się wieczorem na plac Dżami al-fana w Marrakeskiej medynie. To miejsce zarówno w dzień jak i w nocy ma swój niepowtarzalny klimat. To prawdziwa perła Marrakeszu i największą atrakcja tego miasta. Klimat jaki tu panuje jest wprost nie do opisania.. na placu tworzy się mnóstwo grupek w których tubylcy tańczą, śpiewają, grają na instrumentach, wspólnie muzykują, grają w gry. Prawdziwy orient! Nie mam żadnego zdjęcia z tamtego momentu dlatego, że nikt nawet nie wyciągał tam aparatu żeby kręcić lokalne występy ponieważ Marokańczycy nie lubią czuć się jak jakiś eksponat, lub małpki w zoo i uważają, że odbiera im się duszę gdy turyści bez pytania wyciągają telefony i kręcą filmiki oraz robią zdjęcia. Z jednej strony było to rzeczywiście bardzo wyjątkowe przeżycie bo dzięki temu można było przeżywać wszystko TU i teraz co w dzisiejszych czasach technologii to rzadkość, a z drugiej strony widziałam, że ludzie czaili się i z ukrycia i tak próbowali robić zdjęcia i nigdy nie wiadomo czy wypada coś nakręcić czy z szacunku po prostu dać sobie spokój. My mamy pamiątki w postaci wspomnień i każdemu mówię, że trzeba tam pojechać żeby przeżyć to osobiście ;)) Marrakesz jest zdecydowanie barwnym miejscem, które mocno zapada w pamięć i nie da się przejść obok niego obojętnie. Jedni kochają tu wracać inni zarzekają się, że nigdy nie wrócą! Ja wiem już teraz jedno! Trzeba samemu spróbować i wyrobić sobie zdanie. My chyba jeszcze nigdy nie mieliśmy tak kolorowych zdjęć z podróży co zresztą sami możecie zobaczyć tutaj czy na instagramie @pinalaba i @tomektorres!



© 2023 by Actor & Model. Proudly created with Wix.com