MAROKO - Co powienieneś wiedzieć przed podróżą?



"Mój pierwszy raz w Maroko" - tak to brzmi dosyć dwuznacznie i dokładnie tak ma brzmieć! Pierwsze razy powodują uczucie strachu przed nieznanym ale i towarzyszy im wielka ekscytacja. Muszę przyznać, że Maroko nie było na mojej liście "muste-see". Decyzja o podróży do tego kraju była dosyć spontaniczna. Znaleźliśmy dobre połączenia z Warszawy do Agadiru i dopiero później zaczęliśmy wszystko planować. Ratunku! Od czego zacząć? Co warto zwiedzić? Gdzie nocować? Wypożyczać auto czy poruszać się na miejscu autobusami? Uwielbiam ten etap odkrywania i szukania fajnych miejscówek!! Wierzcie mi, przeczytałam mnóstwo artykułów, wpisów na blogach oraz korzystałam z instagrama aby dobrze przygotować się do tej wyjątkowej podróży. Teraz chciałabym się z wami podzielić naszymi doświadczeniami, które mam nadzieje będą dla was cennymi wskazówkami.


RATUNKU! OD CZEGO ZACZĄĆ?

Bilety lotnicze kupione, co dalej? Lądujemy w Agadirze ale wiemy, że nie chcemy tam zostać na cały pobyt. Agadir to miejscowość bardzo oblegana przez turystów którzy wybierają wakacje w hotelu z opcją all inclusive a my totalnie nie mieliśmy ochoty tak spędzić 8 dni.

Po intensywnych poszukiwaniach miejsc które chcielibyśmy zwiedzić zdecydowaliśmy się na 4 lokalizacje:

- Marrakesz

- Ouzoud (wodospad)

- Pustynia Agafay (Terre des Etoiles)

-Essaouira



Wypożyczać auto czy poruszać się na miejscu autobusami?

Zdecydowanie wypożyczyć auto! Jeśli chcecie być niezależni i planujecie dotrzeć do miejsc gdzie nie jeżdżą autobusy to auto jest koniecznością!

Przed wylotem zarezerwowaliśmy samochód przez stronę https://www.rentalcars.com/.

Polecam wnikliwie zapoznać się z regulaminem oraz z ofertą pełnego ubezpieczenia ponieważ mogą być różne haczyki o których dowiecie się na lotnisku.. tak jak my.

Podczas rezerwowania auta przez stronę rentalcars nie wiemy od razu z jakiej wypożyczalni jest samochód. Dowiadujemy się o tym dopiero po wprowadzeniu danych karty kredytowej. Po potwierdzeniu transakcji pobierana jest cała kwota. Okazało się, że nasze auto jest z Thrifty i kosztowało nas 790 zła za 7 dni w tym było pełne ubezpieczenie oraz obowiązywał nas depozyt który zamrażali na karcie w wysokości 15,500 dirhamów czyli ok. 6000 zł - Całkiem sporo!!!

Jaki był haczyk na lotnisku? Okazało się, że musimy dopłacić 114 euro żeby dostać pełne ubezpieczenie od Thriffty, ponieważ rentalcars jest tylko pośrednikiem w wypożyczaniu samochodu i jeśli cokolwiek by się stało z autem to i tak byśmy musieli pokryć ewentualne koszty a dopiero po jakimś czasie moglibyśmy się ubiegać się o zwrot kosztów od rentalcars za wszelkie szkody. Nie zastanawiając się długo wzięliśmy to pełne ubezpieczenie od Thriffty dla świętego spokoju i tym sposobem zmniejszył się depozyt który miał być zamrożony na karcie z 6000 zł na 1000 zł. Finalnie czekał na nas Fiat Panda, ponieważ auto które zarezerwowaliśmy nie było już dostępne. Gdy wjechaliśmy do Marrakeszu i zaczęła się przygoda z parkowaniem, dziękowaliśmy że mamy tak małe autko, które wszędzie się zmieści!!


Podsumowanie:

Wypożyczenie auta Rentalcars - 790 zł

Pełne ubezpieczenie Thriffty - 114 euro

Autostrada Agadir-Marrakesz (200 km) 72 Dirhamy (ok 28 zł)

Parking w Marrakeszu 3 dni - 200 dirhamów (ok 77 zł)


Jeszcze jedna ważna sprawa! MYJNIA!

W regulaminie wypożyczania samochodu jest zaznaczone, że auto powinno wrócić w takim samym stanie w jakim było odbierane. Czyli jednym słowem musi być czyste! O tym będzie wam również mówił Pan przy wypożyczaniu auta. Przekonaliśmy się na własnej skórze, że utrzymanie czystości samochodu w Maroko graniczy z cudem, już po 3 dniach w Marrakeszu całe auto było tak brudne jak po jakiejś wyprawie na off-road. Odwiedziliśmy myjnie dzień przed oddaniem auta, ale w drodze na lotnisko zdążyło się pobrudzić i Pan nie chciał przyjąć go w tym stanie. Bardzo spieszyliśmy się żeby nadać bagaż i Pan widząc nasze poddenerwowanie wziął od nas 100 dirhamów i machnął przyjaźnie ręką na do widzenia ;)


TEGO NIE ZNAJDZIECIE W PRZEWODNIKACH

*NA LOTNISKU

Kolejna bardzo ważna rzecz, którą musicie mieć w swojej torebce/plecaku to długopis!

Po wylądowaniu na lotnisku w Agadirze (oraz na każdym innym lotnisku) dostajecie do wypełnienia formularz wjazdowy w którym podajecie swoje dane osobowe, miejsce gdzie będziecie spać, cel wizyty, numer paszportu, dane o zawodzie. Z tym wypełnionym formularzem podchodzicie do kontroli granicznej, pracownik może zadać wam parę pytań (np. mnie zapytał czy jestem aktorką filmową ;P ) Na koniec dostajecie pieczątkę do paszportu z unikalnym numerem który będzie wam później potrzebny np. przy zameldowaniu się w hotelu, riadzie. Za każdym razem musicie wypełniać ten formularz nawet przed wyjazdem z Maroka. Przyznam, że jest to męczące po pewnym czasie zwłaszcza jeśli często zmienia się lokalizacje.

Wiem, że niektórzy nie lubią jak coś ich zaskakuje na lotnisku więc poniżej załączam dla was wzór aktualnego formularza z maja 2018 roku.






















ROBIENIE ZDJĘĆ W MIEJSCACH PUBLICZNYCH

Maroko jest prawdziwym rajem dla fotografów!! Kolory przyciągają na każdym kroku! Małe uliczki w środku medyny, souki (targowiska) wypełnione straganami z różnorodnymi przyprawami, suszonymi owocami, świeżą miętą, kolorowymi dywanami, wyrobami z bawełny, ceramiką. Wszystkie te obrazy są bardzo egzotyczne i tak inne od tego co znamy, że ciężko jest oderwać wzrok. Nasz gospodarz riadu (marokańskiego domu) w którym spaliśmy poradził nam abyśmy byli ostrożni z robieniem zdjęć Marokańczykom bez pozwolenia. Wyjaśnił nam, że tubylcy czują się wśród turystów jak małpki w zoo. Według nich robiąc im nachalnie zdjęcia bez wcześniejszego zapytania kradniemy im dusze. Trzeba mieć do tego szacunek i po prostu pytać. Najczęściej się zgadzają ale musimy być przygotowani, że nie zawsze zrobią to za darmo ;-) Warto nosić przy sobie drobne dirhamy na takie okoliczności. Kilka razy spotkaliśmy się z sytuacją gdzie sprzedawcy zasłaniali swoje stanowiska które chciałam sfotografować np. pan ze sztucznymi szczękami czy malarz z obrazami.

Na lotnisku jest zakaz robienia zdjęć oraz filmów w szczególności funkcjonariuszom oraz policji! Jeśli przyłapie was ochrona to trzeba liczyć się z różnymi konsekwencjami. W najlepszym przypadku karzą wam skasować zdjęcia!


TARGOWANIE

Targowanie się w Maroko to codzienność! Przed wylotem na każdym blogu który przeczytałam wszyscy ostrzegali przed naciąganiem na kasę turystów. Szczerze mówiąc to jeśli sam tego nie przeżyjesz na własnej skórze to nie wiesz tak naprawdę o czym mowa! Szczególnie dało się to odczuć w Marrakeszu! Jeśli nie ma zawieszek z cenami przy danej rzeczy (a w Marrakeszu nie ma!) to zaczyna się zabawa! My nie bardzo byliśmy nastawieni na zakupy a tym bardziej na targowanie się... do czasu aż znalazłam stoisko z marokańskimi bucikami ze skóry! Jest ich tam pełno! Wszystkie oryginalne i ręcznie robione. To był obłęd! Nie wiedziałam które mam mierzyć najpierw! Oczywiście im bardziej byłam podniecona tym bardziej pan biegał i skakał nade mną.

Upatrzyłam sobie jeden wzór ale nie było mojego rozmiaru, co nie było żadnym problemem. Sprzedawca pobiegł gdzieś zostawiając nas na kilka minut, już myślałam, że poszedł wyrobić mi mój rozmiar.. ale okazało się, że pożyczył z innego stoiska i bohatersko przyniósł idealnie pasujący na mnie bucik! Zaświeciły mi się oczy ale wiedziałam, że nie mogę tego za bardzo pokazać! No i przyszła chwila w której trzeba było zapłacić za te cudeńka. Pan rzucił jakąś kosmiczną kwotę, którą od razu odrzuciliśmy i już chcieliśmy odejść.. w tym momencie padła nowa propozycja, która również nas nie satysfakcjonowała. Zaproponowaliśmy ostateczne naszą kwotę i Pan z lekkim zawahaniem ale i z uśmiechem na twarzy podał nam rękę co oznaczało zgodę na tę sumę :) Naprawdę mogę powiedzieć, że walczyliśmy o te trzewiki do samego końca ale satysfakcja z zakupu jest warta więcej niż te buciki ;)


W POSZUKIWANIU ZA ALKOHOLEM

Przed wyjazdem wiedzieliśmy oczywiście, że jedziemy do kraju muzułmańskiego gdzie obowiązuje zakaz spożywania alkoholu więc przygotowaliśmy się na tę okoliczność i zakupiliśmy butelkę rumu na lotnisku. Niestety daliśmy się ponieść emocjom i jak te Janusze w podróży wysiadając z samolotu zapomnieliśmy siatki z naszą butelczyną. Przez pierwsze trzy dni w Marrakeszu załapaliśmy się na jedno piwko i jednego drinka, takie rarytasy były dostępne tylko w niektórych restauracjach. Generalnie alkohol jest trudno dostępny i najlepiej kupić go w w dużych marketach typu carrefour. Nasze umiejętności z języka francuskiego są niewielkie więc wchodząc do Carrefour'a pytam nieśmiało pana gdzie jest dział z alkoholem lecz widzę, że Pan kręci głową i mówi, że alkoholu nie ma. Obróciliśmy się na pięcie i poszliśmy do wyjścia, kiedy wsiadaliśmy do samochodu zza rogu wyszedł kolejny Pan, który żądał zapłaty za parking na którym staliśmy dosłownie minute. Powiedzieliśmy, że nie mogliśmy znaleźć alkoholu a on zaczął nas prowadzić na tyły sklepu w którym własnie byliśmy. Myśleliśmy, że znowu nas zaprowadzi na jakieś stoisko swojego kolegi żebyśmy coś kupili ale tym razem to była zmyłka! Okazało się, że rzeczywiście jest jakieś osobne wejście do działu z alkoholem wyglądające jak wejście do magazynu. Pomieszczenie nie było małe, wręcz większe od samego carrefour'a z żywnością. Alkohol był dwa razy droższy, wychodzą z założenia, że jeśli Turysta chce pić w kraju gdzie jest to zabronione to niech zapłaci za to podwójnie. Pani przy kasie zawinęła nam butelkę w papier oraz wsadziła do czarnej siatki. Tak dla spokoju, żeby nie denerwować tubylców ;)

Inny przykład z miasta Essaouira. Błądząc po krętych uliczkach medyny wyszliśmy zza murów otaczających centrum miasta. Przechodziliśmy obok różnych sklepików i nagle ukazał się nam nieoznaczony sklep z alkoholem, nawet tłoczno tam było. Na półkach nie było za dużo asortymentu lecz każdy znalazłby coś dla siebie. Z turystów byliśmy tam tylko my, reszta kupujących to byli oczywiście muzułmanie - a żeby Allah nie widział pakowali flaszki w papier i w spodnie lub pod kurtę, ponieważ czarna siatka jest zbyt obnażająca.




BEZINTERESOWNY PRZEWODNIK

Pewnie nie raz słyszeliście o naciągaczach w Marrakeszu którzy "bezinteresownie" pomagają odnaleźć drogę do celu. My też wiele o nich słyszeliśmy..ale jednak w rzeczywistość przerosła nasze oczekiwania! Gdy tylko zrzuciliśmy nasze bagaże do riadu gdzie spaliśmy, postanowiliśmy wyjść na miasto a konkretnie kierowaliśmy się na główny plac Dżami al-Fana. Przed wyjściem dostaliśmy od naszego gospodarza mapkę z planem miasta ale szybko o niej zapomnieliśmy ponieważ największą atrakcją jest zgubić się w labiryncie medyny. Jestem pewna,że mieliśmy napisane na czole "Jesteśmy pierwszy raz w Maroko" ponieważ gdy tylko pojawiliśmy się na targu i zaczęliśmy się rozglądać na wszystkie strony nagle podszedł do nas jakiś chłopak z zapytaniem czy w czymś nam pomóc, był bardzo miły i nie sprawiał wrażenia jakiegoś naciągacza! Nie mieliśmy pojęcia w którą stronę iść więc oczywiście skorzystaliśmy z pomocy chłopaka który powiedział, że nas zaprowadzi na plac.. i wtedy zapaliła nam się czerwona lampka. A więc to jest ten "bezinteresowny" przewodnik!! Eureka! Idzie, kilka metrów przed nami. Macha nam, żebyśmy za nim podążali ale do nas właśnie dotarło, że ta usługa nie do końca jest darmowa.. Szybko odbiliśmy w inną uliczkę i zgubiliśmy naszego prywatnego przewodnika Zza rogu znowu zaczęły się kolejne propozycje a to kup buciki, spróbuj herbaty, zrób hennę. Nasz gospodarz również wspomniał o ważnej rzeczy. Targowiska w medynie czyli tak zwane souki są zamykane o 21.00 w związku z tym niektóre przejścia również są zamykane. Zapomnieliśmy oczywiście o tym i wracając do naszego riadu po całym dniu zwiedzania Marrakeszu trafiliśmy na ślepą uliczkę. Nagle nie wiadomo skąd pojawiło się dwóch młodych typków, którzy zaczęli nam tłumaczyć ,że ta droga już jest nieczynna i musimy się zawrócić a tak w ogólne to oni nam pokażą którędy najlepiej pójść, poprosili o nazwę hotelu. Nasza czujność pod koniec dnia była już uśpiona więc bezmyślnie podaliśmy nazwę ulicy ale widząc ich zaangażowanie, wycofaliśmy się. Byliśmy już tak zmęczeni, że nawet nie zareagowaliśmy na chłopca który szedł przed nami wskazując nam drogę do domu, którą już dobrze znaliśmy. Próbowaliśmy mu wytłumaczyć, że nie potrzebujemy pomocy i wiemy dokąd iść. Gdy tylko dotarliśmy na miejsce chłopak wyciągnął rękę żeby dać mu wynagrodzenie za pomoc a gdy odmówiliśmy zapłaty nagle pojawił się jego starszy kolega który zaczął naciskać. Było przez chwile nie miło bo nie mieliśmy ochoty ani dyskutować z małolatami ani tym bardziej płacić im za odprowadzenie nas do domu. Na szczęście całej sytuacji przyglądał się jakiś Marokańczyk który własnie przechodził. Widząc nasze zdenerwowanie krzyknął coś do chłopaczków i bez żadnego komentarza zostawili nas w spokoju. Po dwóch dniach spędzonych w Marrakeszu, targowaniu się i spławianiu ludzi zaczynasz doceniać swój kraj. Wyobrażacie sobie taką sytuacje,że ktoś przyjeżdża do waszego miasta, pyta o drogę, wy mówicie że akurat idziecie w tę stronę i pokażecie gdzie to jest a na końcu żądacie 20 zł?? Absurd :)) A z drugiej strony to całkiem niezły biznes..:))


INTERNET

Jedyną słuszną opcją korzystania z internetu w Maroko (oprócz łączenia się z Wi-Fi) jest zakup karty SIM i w zależności jak często będziecie z niego korzystać, wybieracie opcję doładowania telefonu. Na lotnisku w Agadirze nie ma żadnego punktu gdzie można taką kartę kupić. Salony operatorów lub specjalne punkty znajdziecie w większych miastach. W Marrakeszu jest nawet uliczka tylko z takimi punktami, wszystkie obok siebie. Karta SIM oraz doładowanie kosztowało 150 dirhamów. Wybieramy jeden z punktów. Pan na miejscu przejął telefon, bez problemu włożył kartę nanoSIM (często w różnych punktach nie jest dostępna karta nanoSIM - ja byłam przygotowana i miałam ze sobą wycinarkę na wypadek gdyby taka sytuacja miała miejsce) obsługa zrobiła aktywację doładowania. Wszystko trwało około 5 minut. Na koniec dostaliśmy nowy marokański numer oraz sms z potwierdzeniem aktywacji.


Podsumowanie:

Sieć - Maroc Telecom

Karta nanoSIM- 50 dirhamów

Doładowanie 10 GB - 100 dirgamów

Na miejscu aktywacja karty i doładowania przez obsługę



10 RZECZY KTÓRE WARTO ZABRAĆ DO MAROKO?


1.ŻEL ANTYBAKTERYJNY DO RĄK - zdecydowanie mój must-have

2.CHUSTECZKI ZWYKŁE/MORKE - często w toaletach brakuje papieru

3.KSEROKOPIE DOKUMENTÓW (paszport,ubezpieczenie)- trzymać w innym miejscu niż oryginały

4.CZAPKA LUB CHUSTA CHRONIĄCA PRZED SŁOŃCEM

5.KREM Z FILTREM DO OPALANIA

6.DŁUGOPIS -przydaje się do wypełniania formularzy

7.LEKI W RAZIE "KLĄTWY FARAONA"-paracetamol, elektrolity, iberogast

8. MUGGA NA KOMARY

9. KROPLE DO OCZU - niezbędne jeśli wybieracie się na pustynie

10. DŁUGIE LEKKIE UBRANIA


W kolejnych postach zdam wam relację z poszczególnych miejsc które odwiedziliśmy będąc w Maroko ;)









zdjęcia: Paulina Łaba





© 2023 by Actor & Model. Proudly created with Wix.com